Kaucja miała pomagać, a tylko komplikuje życie

Od kilku tygodni do naszej redakcji dzwonią Czytelnicy, którzy, zamiast realnych korzyści, zderzają się z chaosem związanym z systemem kaucyjnym: choć opisywane rozwiązanie miało uprościć zwrot opakowań oraz zachęcić do recyklingu, to wielu mieszkańców naszego regionu mówi wprost: w praktyce system jest nieczytelny, niedostępny oraz pełen absurdów.

System kaucyjny funkcjonuje od kilku miesięcy i praktycznie od samego początku do naszej redakcji docierają głosy mieszkańców wskazujące na jego liczne mankamenty oraz niejasne zasady działania. Kupiłem napój w plastikowej butelce, żadnej informacji o kaucji nie zauważyłem. Automat jej później nie przyjął. Człowiek zostaje z butelką i poczuciem, że dał się nabić w butelkę – mówi jeden z czytelników z Olkusza.

System kaucyjny formalnie obowiązuje w Polsce od października 2025 roku. Kaucja – od 50 groszy do złotówki – doliczana jest do napojów sprzedawanych w butelkach PET, puszkach i szkle. Warunkiem odzyskania pieniędzy jest zwrot opakowania oznaczonego specjalnym symbolem. Problem w tym, że – jak podkreślają mieszkańcy – w sklepach wciąż dostępne są produkty bez kaucji, a oznaczenia bywają tak małe, że łatwo je przeoczyć. Efekt? Konsument dopiero przy automacie dowiaduje się, że butelka nie kwalifikuje się do zwrotu. Jedne butelki są przyjmowane, inne nie, a różnica to mikroskopijny znaczek. Starsze osoby nie mają szans się w tym połapać – skarży się mieszkanka jednego z olkuskich osiedli.

Kolejnym problemem jest dostępność punktów zwrotu. W mniejszych sklepach automatów po prostu nie ma, a ręczne przyjmowanie opakowań bywa ograniczone lub w ogóle niepraktykowane. Musiałem obejść kilka sklepów, żeby oddać kilka puszek. W końcu machnąłem ręką, bo szkoda paliwa i czasu – relacjonuje inny czytelnik. Dane ogólnopolskie potwierdzają te obserwacje: z systemu kaucyjnego skorzystało dotąd zaledwie około 12 procent Polaków, a co zaskakujące – najwięcej osób, które w ogóle nie oddały opakowań, mieszka w średnich i dużych miastach.

Jak zwracają uwagę eksperci, system nie funkcjonuje jako jedno spójne rozwiązanie. Duże sieci handlowe inwestują w automaty, natomiast mniejsze placówki stosują rozwiązania manualne lub mieszane. To sprawia, że klienci w różnych punktach spotykają się z odmiennymi zasadami. Człowiek nigdy nie wie, czy w danym sklepie coś odda, czy odejdzie z kwitkiem – słyszymy od kolejnej osoby interweniującej w naszej redakcji.

Problemy z systemem kaucyjnym było niedawno szeroko opisywane na łamach Portalu Samorządowego, który rozmawiał na ten temat m.in. z Grzegorzem Podziewskim, dyrektorem Centrum Innowacji Retail w COMP S.A. Jego zdaniem kluczowy problem nie leży w samej idei kaucji, ale w jej organizacji. Jak podkreśla, obsługa zwrotów, ewidencja opakowań, magazynowanie i rozliczenia generują realne koszty, szczególnie dotkliwe dla małych sklepów.

To właśnie lokalni detaliści najczęściej sygnalizują trudności. System przerzuca na nich odpowiedzialność finansową i organizacyjną, a opóźnione rozliczenia sprawiają, że kaucja zaczyna być postrzegana jako obciążenie, a nie neutralny przepływ pieniędzy. W efekcie cierpią klienci, którzy zamiast prostego mechanizmu dostają mozaikę zasad i wyjątków. Trudno w takich warunkach budować nawyki proekologiczne. Nie brakuje też głosów, że system kaucyjny dołącza do listy regulacji, które w założeniu miały pomóc środowisku, a w praktyce stały się obiektem żartów. Najpierw przykręcone na stałe zakrętki, teraz butelki, których nie da się oddać. Ekologia po polsku – ironizuje jeden z rozmówców.

Eksperci nie mają wątpliwości: na obecnym etapie system kaucyjny jest wciąż w fazie przejściowej. Bez ujednolicenia zasad, poprawy oznaczeń i zwiększenia liczby punktów zwrotu trudno mówić o realnym wsparciu gospodarki o obiegu zamkniętym. A mieszkańcy powiatu olkuskiego – jak pokazują sygnały docierające do redakcji – coraz częściej tracą do niego cierpliwość.

zdjęcie przykładowe: Pixabay

A.N.Q.A.